Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypieki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypieki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 września 2013

Słonecznikowy chleb gryczany

Ostatnio miałam ochotę na ciepłe kanapki z piętrem dodatków: Ogórek kiszony, jajko, pomidorek i sos czosnkowy domowej roboty. Do szczęścia brakowało mi chleba. Niedawno kupiłam mąkę gryczaną i upieczone z niego ciasto z brzoskwiniową konfiturką smakowało super, więc dlaczego by nie spróbować chleba? 

Słonecznikowy chleb gryczany
550ml ciepłej wody (nie gorącej!)
480g mąki gryczanej Melwit
20g siemienia lnianego
30g słonecznika +5g na posypanie
20g drożdży

półtorej łyżeczki soli
płaska łyżeczka miodu


Drożdże rozrabiamy w ciepłej wodzie z miodem. Następnie wlewamy je do misy z wcześniej wymieszanymi suchymi składnikami. Wykładamy do dwóch aluminiowych foremkach wyłożonych papierem. Zostawiamy do wyrośnięcia pod przykryciem w miejscu osłoniętym od przeciągów.
Jeśli chlebki wyrosną na wysokość pomiędzy 3/4 a krawędzią foremki, to włączamy piekarnik na 200 stopni i pieczemy podobnie jak tutaj.


Jak widać mnie chlebek odrobinę nie wyrósł, ale to z własnej głupoty, bo źle ustawiłam piekarnik. Stawiam jednak na charakter, nie na wygląd, więc z ręką na sercu Wam napiszę, że chlebek jest smaczny. Smakiem przypomina kasz gryczaną, czym mam nadzieję nie zniechęcę jej przeciwników. Jeśli na chleb ułoży się smaczne dodatki, to charakterystyczny smak pieczywa nadaje posiłkowi charakteru, w cale nie przeszkadza :). Jeśli wciąż Was nie przekonałam, to wyobraźcie sobie chrupiącą skórkę i smak prażonego słonecznika... Mnie więcej nie trzeba zachęcać :).


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Niedzielna rozpusta

Wczoraj była niedziela i w moim domu panowało (nieładnie mówiąc) obżarstwo. Sama pochłonęłam ogromne ilości jedzenia, zważając jednak na to, aby było ono przyrządzone w jak najbardziej zdrowy sposób. 
Na obiad zjadłam zupę jarzynową i wątrobę drobiową z ziemniakami i żółtą fasolką. Wątrobę przygotowałam na małej ilości oliwy, zatem nie bawiłam się w odsączanie na ręcznikach każdej cząstki trafiającej na mój talerz.
Najbardziej mam wyrzuty sumienia z powodu deseru. Była to ogromna sałatka owocowa (zdjęcie nie przedstawia rozmiaru misy, w której się znajdowała), której chyba zjadłam z pół kilograma. Na szczęście dla mojego żołądka na raty. 

Sałatka owocowa
250g borówki amerykańskiej
600g arbuza
200g kiwi
300g śliwek
300g nektarynek
350g winogron białych
540g banana
200g jabłek


Przygotowanie nie należy do najtrudniejszych. Kroimy wszystko w zależności od owoców i ich miękkości (aby się wszystko nie rozpadło pod swoim ciężarem. Układałam z mamą warstwowo, nie udało się wymieszać, bo musiałybyśmy chyba przesypać wszystko do wiaderka. Jedna porcja (300g) wyliczyłam, że ma około 180kcal, więc nie ma strachu i owoce można jeść na podwieczorek zwłaszcza, że zachęca do tego letnia pogoda :). Mnie bardzo smakowała, pychota!



Drugą część mojego deseru stanowiło ciasto marchewkowe. Na początku byłam nastawiona sceptycznie, ale autorka tego posta podkreślała jego dietetyczność, a moje złaknione wypieków kubki smakowe podpowiadały, że to nie do końca głupi pomysł. I w tym przypadku się nie myliły. Wszyscy domownicy zachwalali wypiek i poszedł na raz, naprawdę, cała blacha zniknęła w przeciągu jednego podwieczorka. Ma cudowny, korzenny smak, niczym piernik. Marchew dodaje słodyczy, zatem polecam zmodyfikować poniższy przepis i nie dodawać cukry/miodu/innych substancji słodzących. Przepis trochę zmodyfikowałam, bo zabrałam się za niego w ostatniej chwili i brakowało mi w domu kilku składników.

Ciasto marchewkowe
400 g marchewki (startej na małych oczkach)
4 jajka (żółtka i białka osobno)
4 łyżki wiórków kokosowych
4 łyżki płatków jęczmiennych
4 łyżki miodu
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
garść rodzynek


Na początku zmieliłam w blenderze płatki i wiórki na mąkę, jednak płatki nie chciały się zmielić drobniej niż na kaszę.
Następnie ubiłam żółtka z miodem (jak już wcześniej wspomniałam - pominęłabym miód, bo z nim ciasto jest baaaardzo słodkie) i dodałam wszystkie składniki oprócz białek. Następnie ubiłam białka i potem przełożyłam je do miski z masą marchewkową i delikatnie wymieszałam łyżką.
Całość przełożyłam do tortownicy (żadna z Pań nie podała do jakiej blaszki, wsadziłam więc do 24cm) wyłożonej papierem i pieczemy 40 minut. Po połowie czasu zmieniłam pieczenie z góra-dół na dół, aby góra nie była spieczona.


Po przestudzeniu ciasto troszeczkę opadło, ale jak widać nie wygląda źle po przekrojeniu. Podawałam z sezamem, co wydaje mi się czyni je jeszcze bardziej fit niż przepisy poprzedniczek. Jeden kawałek (dzieliłam ciasto na 12 kawałków) ma ok. 100kcal, więc nie ma tragedii. Ja zjadłam dwa (drugi wieczorem) i mam trochę wyrzuty sumienia, ale smakuje naprawdę nieziemsko!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...